JA BĘDĘ Z TOBĄ #1


Wracam znowu do pisania. Wracam ze słowem, które nie daje mi spokoju i mocno we mnie ono pracuje. Wracam, by podzielić się tym, co sam otrzymałem. Zwyczajnie nie umiem tego zostawić. Wiele lat jeździłem na rekolekcje oazowe prowadząc II st. Oazy Nowego Życia - rekolekcji zbudowanych treściami z Księgi Wyjścia. Słowo to wróciło w ostatnich dniach na nowo z potężnych echem: JA BĘDĘ Z TOBĄ. To są słowa, które słyszy co chwilę Mojżesz. To są słowa, które jak wierzę i ja otrzymałem na ten moment i etap, w którym się znajduję.

Często wchodzę w niewolę i potrzebuję doświadczenia Paschy. Ciągle czuje się wyprowadzony z grzechu "mocną ręką i wyciągniętym ramieniem", ale codzienność przypomina mi bardziej wędrówkę po pustyni niż cieszenie się Ziemią Obiecaną. Wreszcie ciągle mam pretensje do Pana Boga i targuje się z Nim jak tylko to możliwe. I wołam do Niego o Słowo / o znak / o odpowiedź.

Zaczynam dziś od fragmentu w którym Mojżesz rozmawia z Bogiem. Co to jest jednak za rozmowa? Czytamy, że Mojżesz patrzy Bogu w twarz tak jak przyjacielowi. Rozmowa przyjacielska w której nie ma miejsca na udawanie, a tym bardziej na konwenanse. Szerość do bólu. Bóg posyła (znowu) Mojżesza, by poprowadził ludzi do Ziemi Obiecanej. Mojżesz doskonale znając siebie nie wpada w samouwielbienie... wie przecież, że sobie nie poradzi i potrzebuje kogoś do pomocy. Nie przemawia z niego męska ambicja na zasadzie: ja sobię nie poradzę? Wie, że nie da rady i ma odwagę, a może szczerze mówi to komuś przed kim nie musi udawać i wie, że zostanie zrozumiany. Nie idzie też w ciemno i nie działa na zasadzie "jakoś to będzie". Kiedy staje w bezradności przed przyjacielem to jakie słowa słyszy:

Jeśli Ja osobiście pójdę, czy to Cię zadowoli? (Wj 33,14)

W Biblii Pierwszego Kościoła czytamy to lekko inaczej:
 "Odpowiedział [Bóg Mojżeszowi]: Czy Ja miałbym iść przed tobą i ci pomagać? Odpowiedział Mu: Jeśli sam nie pójdziesz, nie zmuszaj mnie do odejścia stąd. Czyż nie dopiero przez to, że pójdziesz z nami, będę mógł naprawdę się przekonać, że obdarzony jestem Twoją łaskawością - ja i Twój lud? Dzięki temu osiągniemy chwalebny rozgłos: ja i Twój lud u wszystkich narodów jakie istnieją na ziemi" (Wj 33, 14-16)
W tej rozmowie znalazłem odpowiedź na wiele pytań. To jest znak w kierunku nawrócenia. Jednocześnie widzę moje przegrane walki i nieudane powroty, bo zawsze robiłem to sam. Nawet, gdy się pozornie (teraz widzę, że były to pozory) nawracałem to zawsze, albo przynajmniej w 99% kończyło się to jeszcze większym upadkiem. Im większa była  euforia powrotu tym mocniej i szybciej odczuwalny był ból odejścia i grzechu. Ile razy mówiłem w sakramencie pokuty i pojednania, że już nigdy do tej sytuacji nie doprowadzę. Ile razy obiecywałem poprawę życia. Tylko, że ciagle to byłem ja, ja, ja - no właśnie niezłe jaja, większe nawet niż strusie :) 

Dziś staję przed Bogiem w takiej postawie jak Mojżesz. To znaczy modlę się, bym miał odwagę stanąć przed Bogiem jak przed przyjacielem, a nie przed trenerem. Staję przed kimś kto zna mnie lepiej niż ja sam siebie (tak mówił św. Augustyn) i mówię: Nie zmieni się w moim życiu nic jeśli Ty nie pójdziesz ze mną. Nie będzie żadnego nawrócenia, jeśli Ty nie pójdziesz ze mną. Nie ruszam się z miejsca, jeśli mi obiecasz, że nie zostanę z tym wszystkim sam. Nie potrzebuję dopingowania. Nie chcę trzymania za mnie kciuków. Nie oczekuję oklasków i motywujących tekstów. Dopóki nie wyruszysz ze mną - będę siedział w tym bagienku i kwiczał. 

I słyszę tak mocno te słowa, że nie mogę już udawać, że to nie do mnie Bóg kieruje: JEŚLI JA OSOBIŚCIE PÓJDĘ, CZY TO CIĘ ZADOWOLI? A ja chciałbym powiedzieć: Tylko Twoja obecność mnie zadowoli. Nie chcę żadnych wysłanników, ambasadorów, delegatów. Tylko Twoja obecość mnie zadowoli. Przyjdź Panie. Sam już nie umiem. Sam już nie daje rady. Potrzebuję Ciebie.

Komentarze